Wibrująca Lelo Mia – recenzja Alicji

4

Jeśli czytasz nasze teksty od dawna, to z pewnością wiesz, że z klasycznymi wibratorami i innymi wspomagaczami łóżkowego życia nigdy nie było nam specjalnie po drodze. Najlepszym dildem, wibratorem i masażerem był, jest i będzie dla mnie król penisów wszelakich, czyli toporek Drwala ;) Oboje zresztą mamy zbyt wiele wyobraźni i niepohamowanego apetytu na siebie, by uciekać się do niegrzecznych fallicznych wspomagaczy… chyba, że akurat zamarzy nam się coś ekstremalnego.

O ile jednak nie używam zbyt często takich typowych, dużych wibratorów, o tyle uwielbiam wszystkie małe, dwuznaczne, przepięknie seksowne gadżety, które towarzyszą mi dzielnie podczas wyjazdów Drwala. Mam na myśli te cudne grzeszne jabłuszka, błyszczące diamenty, pulsujące serca, szminki i niby-tusze, które wyglądają słodko i niewinnie, ukrywając w sobie totalny magazyn orgazmów. Zresztą, wiem doskonale, że nie jestem odosobniona w swojej małej słabości, bo kuszące zabawki dla Pań znikają w okamgnieniu ze sklepowych półek… a potem znajduję je na przykład w biurkach dziewczyn z mojej pracy ;)

Lelo Mia 2 recenzja Alicji

Tak właśnie dochodzimy do tematu dzisiejszego odcinka – drobiazgu o wielkiej mocy, jakim jest Lelo Mia, a właściwie Lelo Mia 2.

Co w niej takiego niezwykłego?

Lelo Mia to podobno jeden z najlepszych wibratorów łechtaczkowych na świecie – nie wiem jednak, czy dostał tę etykietkę ze względu na swoje nieziemskie wibracje, czy też wygląd rodem z kosmetycznej drogerii. Pewnie przez jedno i drugie. Mnie Mia zachwyciła przede wszystkim wyglądem, bo przecież klikając kup teraz wibracje mogłam sobie jedynie wyobrazić. Bo Mia wygląda jak dobry… tusz do rzęs, który jest przecież jednym z obowiązkowych przyjaciół każdej zadbanej kobiety. Wiem oczywiście, że producent trochę namieszał wszystkim w głowach stawiając Mię wśród szminek, a nie mascar, przez co sporo kobiet liczyło na kształt imitujący szminkę. Dementuję jednak tę ploteczkę: pod względem rozmiaru i kształtu to naprawdę kopia tuszu, a nie pomadki ;)

Co warto o niej wiedzieć?

Przede wszystkim to, że jest to porządny wibrator łechtaczkowy, a więc nie wkładamy go do środka cipki, tylko masujemy nim na zewnątrz, a potem oddajemy się kolejnym falom orgazmów. Oczywiście nic Ci się nie stanie, jeśli przypadkiem wsuniesz go w siebie, tyle tylko, że… Mia jest mała. Jak to tusz do rzęs ;)

A z samych kwestii technicznych: Mia ma 6 trybów, z czego te najmocniejsze są naprawdę konkretne – na tyle, że wolę używać ich przez majtki ;) Jest leciutka i bardzo intuicyjna, więc można się nią bawić bez instrukcji obsługi i tak jak wibrujący diament ładuje się ją portem usb, czyli wyjmujesz tusz z majteczek, kładziesz na biurko w pracy i ładujesz baterię. Możesz ją kupić w trzech kolorach – różowym, fioletowym i czarnym. Mnie zachwycił pastelowy róż, jednak ostatecznie zdecydowałam się na czarną, bo ona naprawdę wygląda jak tusz do rzęs.

Jakie ma zalety?

Bardzo silne wibracje (poziom porównywalny do prysznica!), które naprawdę gwarantują trzęsienie ziemi, cichy tryb pracy, a więc dyskrecję, możliwość blokowania klawiszy, by przypadkiem nie włączyła się w torebce i… wygląd oczywiście. Lelo to Lelo, więc najwyższa jakość była przesądzona od początku. Ja jednak nie kupiłam tej zabawki po to, by urządzać sobie samotne orgietki tylko po to, by zawsze czuć się seksownie. Myślę nawet, że psycholodzy powinni rozważyć przepisywanie tego wibratorka kobietom z zagubionym seksapilem, bo taki namiętny tusz w torebce po prostu robi psychice dobrze ;) Nie można być zagubioną myszką, nosząc w torebce broń tak silnego rażenia. Nie wierzysz? To powiem Ci w sekrecie, że gdy przyniosłam pierwszy raz Mię do pracy, to koleżanki oglądały ją z zaciekawieniem i chichotem, a po miesiącu… wszystkie już ją miały! I jakoś tak radośniej się w tym biurze zrobiło, i awantur jakby mniej… ;)

I jeszcze jedna, mniej oczywista zaleta – Mia jest idealna do tyłeczka. Idealny rozmiar, idealny kształt zbliżony do palca, idealne wibracje… nic tylko tryskać z rozkoszy! ;)

Jakie ma wady?

Mia jest niewielka, więc jeśli wolisz większą powierzchnię wibracji, to może Ci być za mało. Świetnie sprawdza się przykładana pod różnymi kątami do łechtaczki, ale działa punktowo. Tak naprawdę to Mia 2 nie ma w zasadzie typowo technicznych wad, bo jest poprawionym, maksymalnie dopracowanym modelem pierwszej wersji (czyli jedynki).

Komu poleciłabym dwuznaczny tusz?

Wszystkim kobietom, które lubią dobre kosmetyki! :) Lelo Mia to taki najlepszy tusz świata o przedłużonym działaniu i magicznych właściwościach – ślicznie wygląda na zdjęciach insta, wzbudza zazdrość u wszystkich koleżanek i oczywiście ma sekretną turbo moc. Masz zły dzień, więc używasz swojego najlepszego tuszu i nagle świat staje się taki piękny! :)

A jeśli nie używasz wibratorów zbyt często i możesz poświęcić parametry na rzecz kobiecych drobiazgów w niższej cenie, to sprawdź zestaw od Rianne S – z klasyczną czerwoną szminką. Ona też ma wibrującą moc ;)

Komentarze4 komentarze

  1. Mój ulubiony gadżet to też toporek mojego Drwala:-) uwielbiam go:-) nie potrzebuje niczego innego:-*
    jednak jak zostaje sama, to z pomocą przychodzi mi właśnie Mia firmy Lelo:-) ostatnio kuzynka zobaczyła ten mały różowy gadżet;-) i dowiedziała się że to bardzo świetna szminka;-)

  2. Ja też od niedawna jestem szcześliwą posiadaczka Mia2 ( dodam że to pod wpływem Twojej recenzji) – Mikołaj sie postarał ;-) Jak dla mnie ma ona tylko jeden duzy minus, jest z tworzywa plastycznego a nie z silikonu :-( ale to na pewno kwestia gustu :)
    Mam jeszcze tylko pytanie: jak mozna zablokowac na niej przyciski zeby nie wlaczyla sie w torebce?

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter