Wirtualny seks – scenariusz Alicji

3

Jak już wiecie z tekstu Drwala o seksie na odległość chwile bolesnej rozłąki nie są nam wcale obce. Bolesnej, bo po pierwsze człowiek tęskni jak szalony, nie może sobie znaleźć miejsca i czuje, jak z pragnienia bliskości płaczą nawet czubki jego palców, ale też po drugie – jeśli Alicja (czyli ja) dobrze wykorzysta siłę komunikatorów, to nagle w spodniach Drwala robi się na tyle ciasno, że ból przybiera całkiem dosłowną formę ;) Opowiem wam dziś jak wygląda sprawdzony sposob wirtualnego seksu, bo przecież niektóre z was domagały się już szczegółowej instrukcji :) :*

Na początek jedna uwaga – oboje z Drwalem wolimy sugestię, niż dosłowność. Nie potrafimy uprawiać seksu (czy raczej masturbacji) na odległość przy włączonych kamerkach, bo po pewnym czasie czujemy się po prostu nieswojo albo wybuchamy śmiechem ;) Próbowaliśmy, totalnie nam nie wychodzi. Perfekcyjnie wychodzą nam za to pikantne filmiki, smsy, telefony, podczas których Drwal mruczy mi prosto do ucha… I własnie scenariusz takiego gorącego filmiku chcę wam dzisiaj nakreślić.

Wirtualny seks - scenariusz Alicji

Dlaczego filmik?

Bo jak pisał Drwal – gdy dostajemy rzeczy zapisane, możemy do nich wracać nieskończoną ilość razy ;) Osobiście uwielbiam nagrywanie filmików dla Drwala, bo są o wiele bardziej „inspirujące” niż zdjęcia – a mi pozwalają na znacznie więcej. Wprawdzie muszę się do nich bardziej przygotować, pomyśleć o tym co chciałabym zrobić w trakcie tych kilku sekund i zadbać, by w tle nie działo się nic bardziej interesującego ode mnie, ale efekt zdecydowanie się opłaca. Takie filmiki nagrywam tylko raz – nie robię dubli, nie przejmuję się tym, czy gumka majtek była równo ułożona i czy miniaturka wygląda idealnie – w końcu to filmik dla najbardziej wyrozumiałego krytyka na świecie, który dałby się pokroić nawet za najbardziej nieudany z moich kadrów ;)

Od czego zacząć?

Od przygotowania zestawu niegrzecznego filmowca. W moim przypadku jest to wino na odwagę, stabilne ustawienie laptopa, by łapał odpowiedni kadr i pół minuty przed lustrem w celu sprawdzenia, czy zamiast podniecać przypadkiem nie wystraszę Drwala ;) Możesz nagrywać z dźwiękiem, a więc powiedzieć parę seksownych słów, a możesz równie dobrze ograniczyć się do samych… gestów. Pamiętaj tylko, żeby seksowności przekazu nie zagłuszała wirująca pralka, skaczący po łóżku kot ani wrzaski młodszej siostry ;)

Mamy zestaw, więc do dzieła

To, co chcesz pokazać swojemu facetowi zależy oczywiście wyłącznie od Twojej wyobraźni. Podsunę Ci jednak kilka pomysłów, jakie z powodzeniem już kiedyś wykorzystałam – i zostałam za nie soczyście nagrodzona.

Drwal bardzo często pyta mnie o to, jak smakuję… w związku z czym uwielbiam wykorzystywać to pytanie w naszych prywatnych nagraniach. Wystarczy, że stanę przed kamerką w majtkach i eleganckiej koszuli, niedbale zapiętej lub wręcz związanej na brzuchu, przy czym nie ma znaczenia czy to moja koszula, czy jedna z koszul Drwala – chodzi o takie rozbrajające połączenie wyuzdania z elegancją – pozornie grzeczna góra i wyjątkowo skąpy dół. Najczęściej pomijam także stanik, bo po co chować sutki pod stanikiem, gdy mogą sterczeć odznaczając się na bluzce? ;) Stoję więc przed kamerką, uśmiecham się najbardziej zmysłowo jak potrafię i mówię: pytałeś jak dzisiaj smakuję… – po czym obniżam znacząco majtki lub po prostu wkładam sobie do nich rękę – ale tak, by Drwal doskonale widział, że naprawdę bawię się właśnie swoją cipką – wyjmuję, zbliżam palce do kamery, by miał pewność, że są doskonale mokre i… oblizuję zachłannie. A potem dodaję tylko, jak bardzo jestem dziś słodka… Kilkanaście sekund utrwalone na nagraniu, które trafia do Drwala w najmniej dogodnym dla niego momencie i zdecydowanie mąci jasność jego myśli ;)

Czasem jednak wcale nie chce mi się z nim gadać, bo na przykład jesteśmy śmiertelnie pokłóceni ;) więc w ramach pokazania Mu, jak bezsensowne jest obrażanie się na taki cud natury jak ja, kładę laptopa na łóżku puszczam jedną z naszych piosenek i nagrywam mu scenę mojego przebierania. Gdy zaczynam mam na sobie grzeczną ołówkową sukienkę – bo takie często noszę w swojej pracy – pończochy, jakiś żakiet… Zdejmuję to z siebie tak, jakbym robiła striptiz, zostawiając na sobie sam pas z pończochami. Cała reszta – żakiet, sukienka, majtki, stanik lądują gdzieś nieopodal łóżka. Następnie klękam przodem do kamery i nakładam ekstremalnie seksowny gorset, szpilki, które Drwal lubi najbardziej, rozchylam znacząco nogi i… wysyłam, wraz z krótką wiadomością: Czekam. Chyba nie muszę mówić, że moje czekanie nie trwa zwykle dłużej, niż pół godziny? ;)

Tak naprawdę gorące filmiki są opcją nie tylko dla par w związkach na odległość. My podkręcamy nimi atmosferę zarówno wtedy, gdy jedno z nas ma jakiś dłuższy wyjazd, jak też w zwykłych, codziennych sytuacjach – gdy Drwal jest w pracy, a ja akurat wcześniej wrócę do domu lub gdy mamy jakieś swoje problemy i po prostu dobrze jest rozładować nieco atmosferę… ;)

Jeśli jeszcze nie próbowaliście wysyłania gęstych filmików, to potraktujcie ten wpis jak seksowne wyzwanie – a jeśli eksperymenty z kamerką macie już za sobą, koniecznie podzielcie się swoim scenariuszem – czekam z niecierpliwością :)

Komentarze3 komentarze

  1. Filmiki to nasza specjalność :) Jakoś upodobaliśmy sobie łazienkę do nagrywania takowych :) Mój facet nagrywa zazwyczaj w wannie, ale nie tylko. Ja też, i lubię włączyć naszą ulubioną łóżkową piosenkę, takie rytmy i słowa ociekające sexem, lubię zakręcić tyłkiem i dotykać piersi i zjeżdżać ręką po brzuchu w dół, znowu w górę, i znowu aż ręka ląduje w przezroczystych majteczkach, po czym wykonując powolne kocie ruchy zsuwam je z siebie i zaczynam się dotykać coraz śmielej. Uhhh… Popłynęłam troszeczkę ;)

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter