Wspólne szczytowanie

4

Wspólne szczytowanie, czyli równoczesny orgazm, to podobno jedno z największych (nie)spełnionych marzeń większości par. Mam na myśli oczywiście te pary, które seks kochają i uprawiają – i tak przyziemne sprawy jak orgazm mają dla nich znaczenie. Czyli na przykład mnie i mojego Drwala ;) A że jak wiecie nie mamy oporów, by odsłaniać przed wami tajemnice naszej sypialni, z przyjemnością opowiem o co w tym orgazmie chodzi. Zacznijmy od prostego pytania:

Dlaczego chcemy szczytować razem?

Po pierwsze dlatego, że uwielbiamy kodować sobie w głowach trudne do ogarnięcia stereotypy bądź mity, a potem z pasją umartwiamy się, że nijak takich mitów nie możemy dosięgnąć. Przykłady są oczywiście wszędzie. W filmach kochankowie zwykle szczytują razem, nawet jeśli ich seks trwa w sumie trzydzieści sekund. W książkach amanci pokroju Greya pięć razy dopytują, czy ich pani dobija do mety, by rycersko dołączyć do niej dopiero, gdy będzie gotowa. Nawet w czasopismach, które podobno mają pomagać nam żyć, aż roi się od nagłówków typu: jak sprawić, byście doszli razem? oto 10 rad niezastąpionej wróżki Amelii! 

Po drugie dlatego, że orgazm to przeżycie porównywalne do wybuchu wulkanu albo skoku z najwyższej góry prosto w czystą nirvanę – więc to naturalne, że chcemy w pełni dzielić ten stan z ukochaną osobą.

Po trzecie – i pewnie nie ostatnie – dlatego, że… po prostu ciągnie nas do tego, co nieznane ;)

Wspólne szczytowanie

Wypada zatem zadać kolejne pytanie:

Czy przy wspólnym szczytowaniu odczucia są inne, niż przy „osobnym”?

I tak, i nie. Tak – bo mamy świadomość, że udało nam się osiągnąć idealną harmonię, taką absolutną jedność na wszystkich możliwych poziomach. Gdy kocham się z Drwalem i wiem, że za chwilę razem odpadniemy w naszą otchłań, to czuję się, jakby ktoś mi wstrzyknął czystą heroinę prosto w żyły. Patrzę w jego oczy, widzę jak stopniowo zachodzą taką samą mgłą jak moje – i… potem zwykle nie pamiętam już nic ;)

Nie – bo to nadal po prostu orgazm. Jeśli wyłączymy poczucie satysfakcji z tego, że udaje nam się dojść razem, to w fizjologicznym sensie w zasadzie nic się nie zmienia. Nie dajmy się zwieść zatem szyldom reklamowym, mówiącym, że orgazm osobny jest gorszy i mniej ważny od wspólnego. Albo po prostu zadajmy kolejne pytanie:

Jak można sobie w tym pomóc?

Wspólne szczytowanie to zwykle przywilej par, które są ze sobą dość długo, akceptują się w pełni i znają swoje (łóżkowe) potrzeby oraz potrafią wyczuć moment, gdy ich partner zbliża się do finału. Bardzo trudno jest zsynchronizować orgazmy osób sypiających ze sobą od czasu do czasu, zaczynających swoją erotyczną relację lub zamkniętych na potrzeby partnera, choć podobno są tacy, którzy nawet w przypadkowym seksie w nocnym klubie potrafią finiszować razem z nowo poznaną partnerką. Wyjątki potwierdzają regułę, a reguła mogłaby tu brzmieć następująco: wspólny orgazm to pohamowanie własnego egoizmu, obserwowanie reakcji partnera, trzymanie emocji na wodzy, a czasem szczere przyznanie: pomóż mi, bo też chcę skończyć z Tobą. Wyobrażacie sobie te słowa wypowiadane do kogoś, komu się nie ufa? Ja też nie.

Nie zawsze jest tak, że Drwal kończy wtedy, gdy ja kończę. Nie zawsze nawet dążymy do wspólnego orgazmu, bo czasem dobrze jest skupić się na tej drugiej osobie albo nawet przerwać seks, gdy nagle przestajemy mieć na niego ochotę. Myślicie, że nam się to nie zdarza? Oczywiście, że zdarza! Uwielbiamy się kochać do tego stopnia, że czasem Drwal prowokująco wsuwa się we mnie, doskonale wiedząc, że jesteśmy zbyt zmęczeni, by kolejny raz skończyć.  Są jednak takie momenty, gdy w trakcie seksu jedno z nas szepcze do drugiego: skończymy dziś razem, dobrze? – i wtedy po prostu trzeba się ze sobą komunikować. Niekoniecznie werbalnie – czasem wystarczy uważna obserwacja.

Zdradzę wam jednak sekretny sposób, niezawodny w sytuacji wspólnego kończenia: wytrenowane mięśnie Keglazarówno u Panów, jak i Pań. To właśnie nimi możemy kontrolować nasze doznania – opóźniać je, kiedy trzeba, przyspieszać, gdy zaczynamy gubić namiętne tempo. Zwykle panowie opóźniają, a panie przyspieszają, choć to oczywiście żadna reguła. Na koniec mam więc pytanie najważniejsze:

Kiedy ostatnio trenowaliście te najseksowniejsze z naszych mięśni? ;)

 

Komentarze4 komentarze

  1. Wspólne szczytowanie udało nam się dopiero kilka razy. I raczej nieprędko znów się uda, bo po ciąży libido -1000 :(

    A poza tym to bardzo ciekawi mnie czy Wasi znajomi wiedzą o tym blogu? Tzn o blogu pewnie tak, ale czy wiedzą, że Wy to Wy?

  2. Z moim byłym partnerem niemal za każdym razem przeżywałam wspólny orgazm… Zdarzało się, że kiedy czułam jak rozlewa się wewnątrz mnie ( był jedyną osobą jakiej pozwalałam na taką bliskość ) sama zaczynałam wtedy szczytować… Niesamowite uczucie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się doświadczyć czegoś takiego. Wiem już, że do tego potrzeba absolutnego zaufania, a obawiam się, że nie będę w stanie nikomu tak zaufać. Póki co nawet na myśl o tym, że miałabym poczuć jakiegoś mężczyznę skóra przy skórze jest dla mnie bardzo… hm… przykra? Chyba traktuję to w taki sposób jakby to co było między nami było czymś tak wyjątkowym, że nie chcę skalać swoich świętości…

  3. Nam się zdarza. Nawet nie zawsze trzeba się specjalnie starać. Myślę, że to trochę kwestia dopasowania. Nie można się też za wszelką cenę na to nakręcać, bo czasem kiedy się na siłę czegoś mocno chce, to nie wychodzi. Nam zazwyczaj wychodzi to jakoś przez przypadek i jest miła niespodzianka :P

  4. Alicjo!Czytam ten blog od jakiegoś czasu.I szczerze uwielbiam Was😊
    Muszę Ci podziękować, bo dzięki Tobie i Twoim wpisom nabrałam pewności siebie w sprawach łóżkowych:)
    Są takie dni ,że sama siebie nie poznaje😊z czego oczywiście bardzo cieszy się moja połóweczka.
    P.s co do wspólnego szczytowania polecam seks analny plus paluszek na łechtaczce….kompletny odlot za każdym razem w tym samym czasie z moim facetem a dawniej nigdy nie myślałam ,że tak się da!😊
    Pozdrawiam Was serdecznie!!!!:*

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter