Wylizanie ran

9

Choć nie palimy papierosów, to zdarza się nam mieć jedną zaczętą paczkę – kupioną w afekcie, w jakimś nocnym sklepie, gdy nieoczekiwanie niebo zwalało się nam na głowę. Albo tylko jemu. Albo tylko mi. Ja właściwie nawet nie potrafię palić. Próbowałam kiedyś, jeden jedyny raz, gdy miałam może szesnaście albo siedemnaście lat. Potem zdychałam przez niemal pół doby, przewieszona przez parapet rodzinnego domu, bo tylko stały dostęp czystego, świeżego powietrza hamował helikopter, który szalał w mojej głowie. Wtedy obiecałam sobie, że już nigdy więcej – i to nigdy więcej trwało do chwili, gdy na paleniu przyłapałam Drwala.

Bo Drwalem wszystko jest inne. Doskonale wiedziałam, że on przecież nie pali  bo gdy się jest z kimś niemal non stop i gdy się trzyma usta tuż przy jego ustach, to doskonale wiadomo co ten ktoś je i czym oddycha. Kiedy więc nagle, po kilku latach naszego razem, on dał mi przelotnego całusa, innego niż te do tej pory – i gdy potem już mniej nieoczekiwanie zauważyłam tamtą rozpoczętą paczkę – wiedziałam, że coś się stało.

Wylizanie ran

Od tamtej pory minęło kilka lat, a my wypaliliśmy może z dziesięć papierosów. Razem. Każdym z nich żegnając kłodę, którą los nam rzucił pod nogi – i z którą mimo wszystko dawaliśmy sobie radę. Bo tacy właśnie jesteśmy – twardzi, silni, zamknięci w sobie. Neurotycznie roztrzęsieni i nauczeni walki z całym światem, z sercem otwartym wyłącznie na jedną jedyną osobę – siebie nawzajem. To proste i trudne zarazem, bo gdy dzieje nam się coś złego, próbujemy czasami unieść te ciężar w pojedynkę. Bo nie chcę go martwić. Bo on nie chce martwić mnie. To, z czym nie dawały sobie rady nasze poplątane umysły, bez problemu uniosły nasze ciała – podsuwając nam remedium na wszystko, co złe. Niepisany rytuał, który wyłączał nam smutki, uwalniał od myśli, zatrzymywał na moment czas i pozwalał zanurzać w nirwanie. Rytuał, po którym można było znaleźć rozwiązanie na wszystko. Lizanie ran.

Wystarczyło, że byłam jeszcze w pracy, a Drwal dzwonił do mnie zdenerwowany i mówił, że musimy porozmawiać. Wracałam wcześniej, niż wynikało to z mojego planu, wchodziłam do sypialni, a on leżał – wulgarnie nagi, z papierosem zapalonym kilka minut wcześniej. Patrzył na mnie spod gniewnie zmrużonych oczu, choć doskonale wiedziałam, że to nie na mnie jest wściekły. Patrzył – i czekał, z jedną nogą ugiętą w kolanie, z napiętymi mięśniami brzucha, z kutasem wymierzonym prosto w moją stronę. Nagi, gniewny, wulgarnie seksowny. Zaciągnął się papierosem i wyglądał jeszcze ordynarniej niż przed sekundą. Bez słowa zdejmowałam płaszcz, zrzucałam szpilki w róg pokoju, pochylałam się nad nim i po prostu zaczynałam lizać. Delikatnie, długimi pociągnięciami, od jajek aż po samą główkę. Lizałam, a on stawał się coraz bardziej spokojny, oddychał coraz głębszym oddechem, mięśnie zwalniały napięcie i pozwalały się miękko ugłaskać. Drwal odkładał papierosa, wsuwał swoje ręce w moje włosy i zaczynał dyktować mi tempo. Szarpałam się, choć to była tylko gra – doskonale wiedząc, że on tego właśnie potrzebuje.

Uwielbiam to, jak szybko kończył w moich ustach. Jak zaledwie kilka mocnych ruchów wystarczało, by trysnął spermą prosto w moje gardło – a potem opadał już zupełnie rozluźniony, z przymrużonymi oczami, z palcami zaplątanymi bezwładnie w moje włosy. Zanim dochodził do siebie, rozbierałam się do naga, zmuszałam, by na mnie patrzył i zaczynałam się bawić sama sobą. Mój zapach rozszerzał mu źrenice. Szarpał mnie wtedy zawsze gwałtownie za ramiona tak, że znajdowałam się niemal na wysokości jego twarzy, a potem rozchylał płatki cipki i wpijał się w nią łapczywie, jakby chciał wyssać wszystko, co mogłoby zakłócić nasz dzień. Pozwalałam mu, bo to przecież nasz rytuał. Bo tak właśnie szukaliśmy nirwany. Pozwalałam mu się skończyć, a potem całowałam najgłębiej, jak umiałam, patrząc w jego ciągle zamglone oczy. I wiedziałam, że coś właśnie pękło. Że za chwilę dowiem się wszystkiego, a potem będziemy rozmawiać o tym aż do rana – jak kochankowie, przy których musi klęknąć świat.

Bez słowa kładłam się na nim, a on ręką sięgał po niemal wypalonego papierosa, czasem zapalał go po prostu ponownie, zaciągał się mentolowym dymem i podawał mi, bym zrobiła to samo.
– Teraz mi powiesz o wszystkim co się stało, prawda? – pytałam
Tak Kochanie. Teraz już tak.

 

Komentarze9 komentarzy

  1. Uwielbiam wasze teksty :D Alicjo ten wpis poprostu jest jak z książki erotycznej (może powinniście się zastanowić nad tym? Na pewno wyjdzie lepsze niż 50 twarzy gray’a – sorki jak dla mnie straszny gniot) czytając go aż mi się gorąco zrobiło (wpis nie gray’a :p ) i bardzo bardzo zazdroszczę wam takiej relacji.. może kiedyś też zacznę docierać do tej perfekcji ze swoim partnerem ?:) pozdrawiam Was gorąco i czekam na kolejne wpisy :*

  2. Kocham ja…kocham nas…jestesmy kochankami…ale…kochamy siebie…mimo tylu przeciwności….potrzebujemy czasu…ale wiemy….ze jest nam potrzebny aby ułożyć nasze pierwsze życia….jesteście dla nas wzorem…

  3. Zazdroszczę wam takiego związku.
    Chciałabym mieć faceta, który będzie dla mnie takim Drwalem.
    Aż lecą mi łzy. Dziękuję za ten tekst.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter