Zazdrość – ostatni bastion

15

Kiedy z Alicją zdecydowaliśmy się na napisanie pierwszego tekstu o zazdrości, wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. Oboje mamy swoje przejścia i swoje doświadczenia z tym uczuciem, które raczej nie należą ani do romantycznych, ani do miłych. To, co teraz przeczytacie, to chyba ostatni akord tego cyklu. Epilog hasła zazdrość… – co nie oznacza, że do tego tematu nigdy nie wrócimy.

Spróbuję pokazać wam trochę inną perspektywę zazdrości, jej powodów i prób zrozumienia sytuacji, jakie mogą się zdarzyć. Jednocześnie już na początku zastrzegam, że nie dotyczy to chorobliwej zazdrości, jaką doskonale opisała Alicja w całym cyklu. To raczej słowa dla osób, które są świadome swoich uczuć i wpływu tych uczuć na relację.

Zacznijmy od tego, że zaufanie w związku to absolutna podstawa. Fundament, kamień węgielny głęboko wkopany w życie, na którym można budować wszystko to, co potem może was łączyć. Bez zaufania da się budować, ale będzie to raczej namiot niż zamek, a wystarczy odrobina wyobraźni, by uświadomić sobie, co ma większe szanse na przetrwanie podczas wichury czy burzy z piorunami…

Zaufanie samo w sobie stara się bardzo bronić. Do końca chce wierzyć w poprawność i to, że wszystko jest dobrze. Jednak mimo wszystko, mimo tego, że stanowi fundament, jest uczuciem, które bardzo łatwo stracić i bardzo trudno odbudować… a odbudowa wymaga woli i potrzeby obu stron. Nie ma nic wspólnego z wybaczeniem. To raczej przypomina naukę związku od początku, w innej rzeczywistości. Budowy waszego zamku w innym miejscu, na innych zasadach.

Lekarstwem i klejem, który pozwala ocalić zaufanie jest szczerość. Szczerość w drobiazgach, szczerość w rzeczach pozornie nieistotnych, tak, że potem przy tych ważnych sprawach, szczerość staje się bezdyskusyjna. Szczerość i zaufanie to podstawa gangu. Tylko wy znacie swoje sekrety, tylko wy możecie ufać sobie i na siebie wzajemnie liczyć… zwłaszcza w tych najtrudniejszych chwilach.

Zazdrość ostatni bastion

Złamana szczerość, złamane zaufanie może skończyć się tragedią dla obu storn… Friedrich Nietzsche doskonale ujął to w słowach „Nie jestem zły, że mnie okłamałaś. Jestem smutny, bo od teraz już nie mogę ci wierzyć.”. Nagle wasz zamek zmienia się w bańkę mydlaną, radość staje się wspomnieniem, a to, co ją zastępuje to smutek, pretensje i wszechobecny żal. Wszystko, na czym budowaliście staje się tylko iluzją.

Oczywiście można się z tego podnieść i pozbierać, ale wymaga to woli obu stron, a kluczem staje się rozmowa… przede wszystkim rozmowa, a właściwie przede wszystkim – szczera rozmowa. Szczerość.

Dlaczego o tym wszystkim piszę w kontekście zazdrości? Bo zazdrość łączy się bezpośrednio z zaufaniem i szczerością w związku. Mówię o normalnej zazdrości, o tej, którą okazujemy przez słowa „jestem zazdrosny/zazdrosna o…” bez wyrzutów, raportów i kontroli. Zazdrość to nie tylko przyprawa związku, to również sygnał ostrzegawczy. Czerwona lampka, która powinna nam mówić, że może coś jest nie tak. Że czas usiąść i porozmawiać. Zwerbalizować swoje obawy, uczucia… swoją niepewność.

Zbagatelizowanie tego momentu jest łatwe, gdy jesteście ze sobą dłużej, wręcz niezauważalne – jednak to wpływa na związek. Zazdrość, a w konsekwencji złość czy żal nie zmieniają innych, zmieniają Ciebie. Gdy druga strona zaczyna unikać tematów, zaczynasz myśleć o rzeczach, jakie zdarzyć się nie powinny… stąd też warto pamiętać o mechanizmie, o którym pisałem wcześniej. Zazdrość to mechanizm obronny, warto z niego korzystać, ale korzystać umiejętnie. Nie niszczyć, rozmawiać. Nie zamykać się, a raczej próbować zrozumieć.

Jestem zazdrosny o Alicję. Nierzadko czuję, że to nieuzasadniona zazdrość, ale jednak pojawia się lekkie ukłucie, zazdrość o uśmiech, o uścisk, o zbyt wylewną wiadomość… Powód? Bardzo prosty – w tej jednej sekundzie ktoś ma tak blisko siebie mój cały świat. Tak niedopuszczalnie blisko.

Wiem, że nie jest to racjonalne uczucie. Wiem, że Alicja jest świadoma tego, że jestem, że nie zapomina o mnie tak jak ja nie zapominam o niej. Że to ja jestem dla niej całym światem, tak jak ona jest powodem, dlaczego rano chce mi się wstać. Wiem to… jednak nadal czuję czasami lekko migającą czerwoną lampkę, o której mówię.

Wiem też, że Alicja jest zazdrosna o mnie. Mówi mi to, ale nie musi mi mówić, widzę to w jej uważnym spojrzeniu, w jej lekkim smutku w oczach. Wiem, że powinniśmy być o siebie zazdrośni i zazdrość mojej Alicji o mnie jest uczuciem jak prezent. Oznacza, że zależy nam. Że to wszystko ma więcej sensu niż mimo kwiecistego języka potrafię napisać.

Zazdrość to strach przed tym, że te najgorsze obawy staną się prawdziwe i jest to absolutnie przeciwny biegun do miłości, to świadomość „posiadania” i chęć kontroli. Zazdrość psuje i nie ma znaczenia czy to facet czy kobieta jest zazdrosna lub czy facet lub kobieta jest ofiara tej zazdrości. Zazdrość odziera relacje z najcenniejszych rzeczy, dlatego na jej progu warto się zatrzymać, ale nie warto z niej rezygnować. To ważne, aby uświadomić sobie jak ważnym mechanizmem obronnym dla waszego związku może być zwykła zazdrość.

Warto przy tym pamiętać, że gdy wiążesz się z kimś to nie jest to ktoś zbudowany tylko z tych najlepszych chwil, ale też ze wszystkiego, kim i czym jest. Tym jak Cię traktuje, jaki ma stosunek do Ciebie w dobrych i złych chwilach. Tu nie ma wybiórczości. Bierzesz całość albo nic.

I wbrew ogólnej tezie, że zazdrość jest zła… większym wrogiem związku jest to, co znajduje się tuż za nią… – czyli obojętność. Gdy nagle przestaje mieć znaczenie co robi partner, z kim jest – i w sumie już nie zależy Ci na tej wiedzy, bo żyjesz spokojniej mając swoje własne sprawy. Budujesz swoją enklawę i starasz się akceptować wszystko. Nie oceniasz, nie dyskutujesz… nawet nie pytasz. Bierzesz wszystko jak leci. Czujesz, że każde pytanie to prawdopodobna burza, więc odpuszczasz wszystko… a dalej..

A dalej jest już tylko koniec, bo stajesz się obcy. Stajecie się obcy dla siebie.

Dlatego bądźcie choć trochę zazdrośni o siebie, rozmawiajcie, bądźcie szczerzy wobec siebie, aby dominującym uczuciem było zaufanie… a nie obojętność.

Komentarze15 komentarzy

  1. Świetny artykuł:-) rzeczywiście, to obojętność zabija miłość, związek. Zazdrość czasami jest wskazana ;-) jednak ważna jest w związku rozmowa, szczerość i zaufanie:-)
    mam dopiero krótki staż związku, po wielu naszych przejściach i życzę sobie takiego wspaniałego, pełnego miłości, pasji, namiętności i zaufania! związku, takiego jak Wasz :-) pozdrowienia i jesteście inspiracją <3

  2. Co jeśli kobieta nie jest zazdrosna o swojego mężczyznę? Jeśli on nie daje jej absolutnie żadnych sposobności do zazdrości, a ona chciałaby choć przez chwilę poczuć tę zazdrość? Tę lekką niepewność?

  3. A macie jakąś radę jak odzyskać zaufanie utracone w najbardziej z oczywistych sposobów? Po 20 latach wyjechał na chwilę za granicę, poznał kogoś i przez rok miał nas obie, Wprawdzie z nią tylko te dwie wiosny na przestrzeni 2014 i 2015, w międzyczasie tylko związek mailowo telefoniczny. Kurczę, to wcale nie tylko. Kocham go tak bardzo, to on był moim Drwalem, moim jedynym mężczyzną. Zawsze mieliśmy doskonały seks, lubię to, nie jestem pruderyjna, kuchnia też w małym palcu. A tam głupota, kryzys wieku średniego, odległość, wiatr w żaglach? Teraz nosi mnie na rękach, przeprasza i obiecuje, sam nie wie co się stało i że z taką beznadziejną laską i że w ogóle to się stało. A moje zaufanie leży i kwiczy, o innych uczuciach i emocjach nie wspomnę. Ufałam bezgranicznie, bezgranicznie kochałam, to on był tym jednym. Macie pomysł jak się podnieść, czy to w ogóle jest możliwe?

    • Ja pewnie bym się nie pozbierała po takich nowinach, nieważne jak bardzo mój Drwal by mnie przepraszał. To jedna z dwóch rzeczy, której nie potrafiłabym wybaczyć. Chociaż są związki, które podnoszą się po takim kryzysie, chodzą razem na jakieś terapie i dają radę. Zależy tylko, czy jesteś w stanie mu wybaczyć, choć życzę Ci wszystkiego najlepszego.
      Przy okazji mnie nurtowałoby jeszcze, czy on potrafiłby mi wybaczyć coś takiego? I najważniejsze, skoro zdradził raz, może zdradzić i drugi, aczkolwiek nie musi :)
      Życzę Ci, Ewo siły i wytrwałości :)

      • Całe życie myślałam, że też nigdy nie wybaczę zdrady, że to jedyna granica nie do przekroczenia. Ale tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono. Zapytałam go, czy potrafiłby żyć ze mną gdybym to ja znalazła sobie na boku byczka. Odpowiedział, że kocha mnie tak bardzo, że zrobiłby wszystko aby wybaczyć – punkt widzenia zależy jednak od punktu siedzenia a to niestety ja siedzę na ławce rogaczy. Najlepsze jest to, że nawet jego kochanka zapewniała mnie, że on kocha tylko mnie i że ona nigdy nie widziała, by ktoś kochał tak bardzo drugą osobę. Czeski film i dość dziwne wyznanie w ustach tej pindy. Dużo by pisać. A że może zdradzić znów… No cóż, każdy może, i jego i każdego innego będę miała na cenzurowanym. Z drugiej strony on może po tym wszystkim okazać się najwierniejszym z wiernych. W końcu życie to pudełko czekoladek. Kocham go jednak, gdzieś tam czuję że on mnie też, że chyba musiał zaliczyć taki upadek. Świetnie się Was czyta, dziękuję za odpowiedź.

        • Wchodzić ie jakby to powiedzieć na wyższy lecę związku. Oczywiście wszystkim życzę pięknej miłości,w której wszystkie elementy współgrają ze sobą: namiętność, intymność i zobowiązanie. Prawda w długich relacjach może być jednak inna,bardzo trudna do zaakceptowania i przepracowania. Miłość i pożądanie nie zawsze idą w parze, zwłaszcza po tylu latach. Taka wielka tragedia, kochamy tych, których nie pragniemy i pragniemy tych, których nie kochamy. Powiem więcej, Twój mąż jest absolutnie szczery, kiedy mówi, że kocha Ciebie i Ty jesteś najważniejsza. Od Was zależy,co z tą wiedzą począć. Przemyśl jeśli kochasz, bo miłość zdarza się rzadko, o zdradzie może być o wiele lepiej i uważniej,lepiej niż przed,kiedy się od siebie oddaliliście.

Napisz komentarz

Zapisz się na nasz gorący Newsletter

Otrzymasz od nas:

Wystarczy, że zostawisz swoje imię i adres email... Zapraszamy!

Zapisz się na Newsletter