Zbadaj, proszę, mój biust

3

3 lata temu o tej porze napisałam dla was tekst: Fakty i mity na temat pięknych piersi, w którym nie tylko omówiliśmy orgazm sutkowy i nieocenioną w życiu rolę męskich dłoni, ale także wymieniliśmy się uwagami dotyczącymi profilaktycznych badań. I to własnie do tego ostatniego punktu chciałabym nawiązać teraz – w Światowy Dzień Walki z Rakiem Piersi.

Wiem, wiem – o wiele przyjemniej byłoby poczytać o sposobach na orgazm łechtaczkowy albo najlepszym przepisie na mokry wieczór we dwoje. Obiecuję, że do tego dojdziemy, ale… nie dziś. Dziś opowiem wam o dwóch kobietach, które bardzo wryły się w moją pamięć i serce.

Strasszna promocja do 50% WHITE RVBBIT - koronkowa bielizna, pasy do pończoch, sukienki

Pierwszą jest Joanna, jedna z naszych pierwszych, najwierniejszych czytelniczek. Choć nigdy nie spotkałyśmy się na żywo, to wymieniłyśmy kilkadziesiąt maili, a wśród nich ten jeden, najtrudniejszy, w którym opowiedziała mi swoją historię. Joanna nigdy nie wierzyła w to, że może zachorować na raka. Młoda, wysportowana, zadbana, bez nałogów i bez rodzinnych obciążeń, za to z pasją i długą listą marzeń do spełnienia. Dużo biegała, dużo się śmiało, dużo planowała, aż w końcu przyszedł taki dzień, w którym poszła na profilaktyczne badania. Te badania też w sumie wyszły trochę przypadkiem, podczas planowania dalekiej, dwumiesięcznej podróży. Miała wyjść co najwyżej lekka anemia (ach to oczyszczanie organizmu sokami…), a wyszedł rak. Miała wyjść egzotyczna podróż przez Azję, a wyszedł objazd po onkologicznych oddziałach.

Joanna ma dziś nieco ponad trzydzieści lat, mniej więcej tyle, ile ma moja przyjaciółka Agnieszka.

Nigdy nie pisałam tu o osobach z naszego najbliższego otoczenia, ale tym razem muszę zrobić wyjątek. Bo gdy myślimy o chorobach to zawsze zakładamy, że nas to nie dotyczy, że to jest coś, co sięga po inne osoby, takie właśnie „internetowe” Joanny, ale my i nasi najbliżsi jesteśmy w jakimś magicznym, chronionym kręgu. A nie jesteśmy. I to nam dobitnie pokazał ostatni rok.

Pamiętam moment, w którym odbierałyśmy wyniki biopsji, zrobionej tylko dlatego, że mimo niezainteresowania lekarzy Aga się na badania uparła. Pamiętam jak sprawdzała maila z kliniki (swoją drogą co to za pomysł, żeby takie wiadomości przekazywać mailem?!). Zastanawiałyśmy się wtedy czy pudrowa sukienka będzie dobrym wyborem na październikowe wesele, bo miał padać deszcz i może lepsza byłaby jakaś ciemna, na przykład granatowa albo nawet czerwona. Gadałyśmy o tych sukienkach, ona klikała w komputerze i nagle urwała w pół zdania. Nowotwór złośliwy. To słowo wyglądało tak abstrakcyjnie, tak nierealnie, że chwilę zajęło nam zrozumienie sensu tego, co wyświetlał nam ekran.

Potem wszystko toczyło się jak w jakimś filmie, zupełnie bez ładu i składu, gdy teraz myślę o tych dniach to zastanawiam się jakim cudem udało nam się podjąć tyle racjonalnych decyzji. Bo gdy dostajesz taką wiadomość, to nic już nie jest racjonalne. Lekarze zadają ci pytania, na jakie nie masz żadnej odpowiedzi, każą decydować o kolejności podejmowanych kroków leczenia, a ty po prostu się panicznie boisz i nie wiesz. Po prostu nie wiesz.

Pamiętam jak jechałyśmy na pierwszą chemię, niby żartując, niby pocieszając się wzajemnie, że nie będzie tak źle. Pamiętam jak zamawiałam jej kolorowe wielkie chustki, jak wybierałyśmy perukę i jak obie ścinałyśmy włosy. Pamiętam jak pojechała na blok, a ja nie mogłam się pozbierać bo nie wiedziałam, czy ją jeszcze kiedyś zobaczę. JA. Ja nie mogłam się pozbierać. A co musi czuć kobieta, która nie jest przyjaciółką, córką, matką czy towarzyszką tylko pacjentką stającą do tej nierównej walki z dziadem?

15 października to dzień, w którym chciałabym oddać całą swoją siłę tym dziewczynom. To też dzień, w którym myślę sobie jak wielkim szczęściem jest być po prostu zdrowym. Stać przed lustrem i patrzeć na nieokaleczone ciało, z biustem, który choćby był za mały, za wiotki, za duży lub za jakikolwiek – to jest zdrowy i nie jest tykającą bombą.

Minął rok i Agnieszka jest już „po” – teraz zostaje tylko pilnować kontrolnych badań i… trzymać kciuki, by dziad sobie o niej nie przypomniał. Ale choć planujemy już jej nowy biust po rekonstrukcji i wybieramy najseksowniejsze biustonosze, to trudno zupełnie wyłączyć ten niepokój, to mrowienie przychodzące w najmniej oczekiwanych momentach. Może wiesz, czy to kiedyś mija? Może masz dla nas jakąś radę?

Bo ja mam dzisiaj jedną dla nas wszystkich (dla Panów też!): celebrujmy nasze biusty. Cieszmy się nimi i okazujmy im naszą miłość i uwielbienie. Dotykajmy, całujmy, głaszczmy i sprawdzajmy, czy wszystko z nimi w porządku. Róbmy samobadania albo dajmy się „badać” naszym facetom. Drwal napisał kiedyś jeden z moich ulubionych tekstów: Piersi – jak się nimi opiekować – który jest nie tylko świetnym poradnikiem jak sprawić przyjemność kobiecie – jest też świetnym poradnikiem jak dogłębnie poznać kobiecy biust. Poznać na tyle dobrze, by każdą zmianę wyczuć nawet…. językiem ;)

 

 

__________
* na prośbę Dziewczyn imiona zostały zmienione

Avatar

Komentarze3 komentarze

  1. Avatar

    Zdrowie… Ogromnie się cieszę, że poruszyłaś tak bardzo fundamentalną a jednak tak bardzo lekceważoną przez większość ludzi część naszego życia. Kochane Panie! Dbajmy o zdrowie swoje i osób które kochamy! A co do w.w „mrowienia”…też mam ogromną nadzieję że to kiedyś mija Alicjo, tego nam życzę ;*

  2. Avatar

    Jak super, że wróciliście♥️
    Miałam miłą niespodziankę gdy przy sprawdzeniu maila zobaczyłam, że coś nowego się tutaj pojawiło.
    Czy na Insta tez zamierzacie wrócić? Pokażcie trochę deszczowych wysp☺️☺️

    • Avatar
      Alicja

      Zobaczymy ♥️ tak naprawdę blog jest mega angażujący, bo oprócz tego co widać (nasze posty i artykuły) jest też to, czego nie widać (np odpisywanie na maile, wiadomości itd) – chcielibyśmy wrócić do was wszędzie, ale odkopywanie się z zaległych tematów jeszcze chwilę potrwa ;)

Napisz komentarz