Loving Day – święto miłości

0

Dziś opowiemy wam historię święta miłości, w trochę innym wymiarze, w trochę innej przestrzeni i w innym czasie, ale bardzo aktualną, jeżeli chodzi o przesłanie i otaczający nas świat.

To jeden z tych wpisów, które troche u nas przezimowały, a inspiracją do niego był film, który jakiś czas temu Alicja wygrzebała na jakimś portalu. Historia na tyle nam się spodobała, że postanowiłem napisać o tym kilka słów (nie o filmie, a o prawdziwej historii, którą film opowiadał). Przypomniało mi się o tym nieskończonym wpisie, gdy przeglądałem dziś nagłówki serwisów… bo Loving Day za oceanem był wczoraj. Dziś za to macie na deser pełną historię.

Wyobraźcie sobie, że jest 1958 rok w Stanach Zjednoczonych. Zaczyna się prawdziwe prosperity gospodarcze, na ulicach królują kolorowe wielkie auta, dziewczyny paradują w pinupowych kreacjach, faceci nie żałują żelu do włosów stylizując się na Elvisa, a w radio króluje właśnie Presley wymieniając się czasami z Sinatrą. Aby jednak w pełni uświadomić sobie, co oznacza ta data i jak ważna jest w naszej historii warto wspomnieć też, że przemówienie Luter Kinga – słynne „I have a dream” odbyło się dopiero 5 lat później (1963), rycerze spod znaku 3 (lub 4) literek K przymierzali się do swoich kolejnych krucjat, a w transporcie miejskim, sklepach itd. istniały strefy tylko dla białych.

W takim oto otoczeniu Mildred i Richard, którzy znali się od dzieciństwa decydują się pobrać. Ślub postanowili wziąć dokładnie w jej 18-te urodziny. W tym celu wybrali się z rodzinnego Hrabstwa King and Queen w Wirginii do Waszyngtonu, stolicy USA. Było to około 3h jazdy samochodem na północ, więc można uznać, że była to nawet forma błyskawicznej podróży poślubnej, gdyby nie mały szczegół, o którym za chwilę.

Ceremonia przebiegła zgodnie z planem, było kilku gości, dużo szczęścia i powrót do ich już oficjalnie wspólnego domu. Państwo Loving, bo pod takim nazwiskiem ich znajdziecie, żyli sobie spokojnie w swoim domku przez pierwsze dwa tygodnie, nie niepokojeni za bardzo przez nikogo. Aż do czasu gdy…

Ktoś bardzo mocno zapukał do ich drzwi. Na tyle mocno, że drzwi wpadły w do środka, a w drzwiach stanęła lokalna policja zainspirowana anonimowym donosem od niezbyt odważnego, bogobojnego, przykładnego obywatela, który uprzejmie donosił, że źle się dzieje u państwa Miłości (Loving). Donos był jednak na tyle skuteczny, że nasi bohaterowie zostali aresztowani.

Okazało się, że państwo Loving naruszyli prawo o którym nie mieli pojęcia, a które obowiązywało od 1924 na terenie hrabstwa, w którym mieszkali. Prawo to stanowiło, że jak masz inny kolor skóry niż Twoja partnerka to jesteś zbrodniarzem i idziesz do paki. I w przypadku państwa Loving zaszło prawdopodobieństwo popełnienia takiej zbrodni.

Sąd obejrzał sobie podejrzanych w świetle dziennym i uznał, że dopuścili się przestępstwa, są winni i nic ich nie tłumaczy. Państwo Loving podkreślali, że nie znali tego prawa i że ślub był w Waszyngtonie, nic to jednak nie dało. Sąd w tej sytuacji zachował się i tak nad wyraz łaskawie, bo po dość krótkich perturbacjach, kazał tylko państwu Loving wyp… to znaczy bardzo szybko się wyprowadzić ze stanu Wirginia i nigdy nie wracać, dodając na wszelki wypadek rok w zawieszeniu, jeżeli nie wrócą w ciągu najbliższych 25 lat do swojego rodzinnego domu.

I tu zaczyna się prawdziwa historia i geneza święta Loving Day. Państwo Loving konkretnie się… zdenerwowali. Wrócili do stolicy i przez 5 lat żyli na wygnaniu, sfrustrowani, bez kontaktu z rodzinami. W 1964 roku postanowili zadziałać i rozpocząć batalię o powrót do swojego domu. Mildred napisała do gubernatora generalnego, którym był R. F. Kennedy. Zaczęła się kolejna batalia sądowa, tym razem na trochę innym poziomie, w efekcie której 12 czerwca 1967 roku został zniesiony zakaz zawierania małżeństw ze względu na kolor skóry.

Po kilku latach tułaczki, zgodnie z prawem Państwo Loving wrócili do swojego domu. To jednak nie skończyło historii. Dopiero w 2000 roku ostatni stan zrezygnował z karania za małżeństwa międzyrasowe, więc trochę to zajęło super demokratycznym stanom, aby się ogarnąć i przestać karać ludzi za miłość.

A teraz, zgodnie z tradycją, zostawię was z pewną myślą: jak to dobrze, że żyjemy w Polsce, prawda? Nikt nam niczego nie zakazuje, nikt krzywo nie patrzy na to, nietypowe pary, czy nawet pocałunek na ulicy … a nie wróć ;) Czy nie więcej sensu ma w tym kontekście obchodzenie Loving Day zamiast Walentynek?

A tu znajdziecie trailer filmu, o którym Alicja napisałaby pewnie o wiele ładniej ;)

Napisz komentarz