Publiczny pocałunek, czyli o całowaniu słów kilka

1

Czy tylko mi się wydaje, że ostatnio publiczne przytulanie stało się powodem do wstydu? A publiczne wyznanie „kocham Cię” albo pocałunek na oczach gapiów to wręcz powód do zapadnięcia się pod ziemię, „grzechu” i automatycznie wystawianego elektronicznego skierowania na konsultacje psychiatryczne. Zwłaszcza jeżeli pocałunek odbył się na oczach rodziców z dziećmi… tak jakby te dzieci faktycznie rodzicie znaleźli w kapuście.

Zacznę od krótkiej historii sprzed kilku dni, tak aby ten mój wstęp był bardziej zrozumiały. W ubiegły weekend, tak jak sugerowaliśmy na naszym instagramie, postanowiliśmy udać się na mały wypad. Wybór (nie chcę mówić, kto wybierał :P) padł na wybrzeże. Pogoda miała być w miarę znośna, a że to pierwszy weekend po sezonie, liczyliśmy na trochę luzu. Założenia były błędne, ale też nie o tym będzie ta historia.

Już wiecie gdzie i kiedy byliśmy, to teraz wyobraźcie sobie popołudniowy długi spacer, który zamierzaliśmy zakończyć na plaży w czasie zachodu słońca. I tak wędrując sobie spokojnie ulicami miasta, postanowiliśmy odwiedzić kawiarenkę, którą pamiętaliśmy z poprzednich wypadów.

Rajstopy, pończochy do pasa i samonośne

Klasycznie przy ladzie była mała kolejka. Byliśmy trzecią parą, która ustawiła się przy gablocie i wybierała lody. Pierwsi byli młoda dziewczyna i chłopak, dziewczyna zachowywała się prawie tak jak moja Alicja, czyli jakby znowu miała 5 lat, komentując i zastanawiając się nad każdym smakiem. Chłopak bardzo spokojnie i trochę sztywno stał i czekał.

Druga była para starszych osób, w wieku około 65 może 70 lat, razem z wnuczkiem. Przyjechali na rowerach, które stały kilka metrów dalej i bez większej ekscytacji wybierali smaki dla całej swojej trójki.

No i na końcu my, gdzie Alicja właśnie doszła do wniosku, że jak weźmie czekoladowe, pistacjowe i coś tam jeszcze oraz całą listę dla mnie to w sumie będzie miała wszystkie smaki i spróbuje wszystkich. Tak więc stałem spokojnie i mogłem oddać się kontemplacji otoczenia, bo w sumie już dowiedziałem się, co zamawiam.

Pierwsza para właśnie skończyła odbierać swoje zamówienie, chłopak domówił jeszcze jakiś dodatek, co spowodowało, że jego dziewczyna bardzo się ucieszyła. Na tyle mocno, że chciała go pocałować, on po prostu się odgiął i zaczął się odsuwać, tak aby nie mogła sięgnąć jego ust, mówiąc oburzony „przestań, przestań” i odchodząc od lady.

Scenie przyglądał się starszy pan, który pewnie podobnie jak ja, wiedząc co będzie zamówione w jego imieniu, nie miał za wiele do roboty. Stał bliżej, więc może coś jeszcze usłyszał, w każdym razie, gdy młody chłopak odsuwając się coś tam nerwowo szeptał do dziewczyny nie wytrzymał i krzyknął: „Młody! Patrz! Tak się to robi!” a potem objął i pocałował swoją partnerkę.

Dziewczyna się roześmiała, chłopak zaczerwienił, coś tam odpowiedział i zaczął odchodzić. Dziewczyna pobiegała za nim, widać było jednak, że się śmieje.

Starszy pan bez zażenowania rozejrzał się patrząc wszystkim w oczy. Popatrzył na nas i mrugnął do Alicji, widząc że się uśmiechamy.

Spokojnie, nie będziemy oceniać, chwalić ani potępiać ani pana młodego, ani pana starszego, to pozostawię wam. Ale skoro znacie już historię, która zainspirowała ten tekst, czas na moją perspektywę.

Przede wszystkim nie wyobrażam sobie, że będąc z gdzieś z Alicją nie zaczepiamy się, muskamy, przytulamy czy po prostu całujemy. Wszystko zależy od kontekstu, ale z zewnątrz pewnie wygląda to tak, że i tak się markujemy, ale na pewno widać, że się bardzo akceptujemy.

Taki element jak publiczny dotyk, bliskość czy pocałunek pewnie nie jest nam po tylu latach potrzebny do niczego i bez niego wiemy co nas łączy i czego od siebie oczekujemy, ale go lubimy. Powiem za siebie – ja lubię (Alicja jak chce to może się dopisać). Jest z jednej strony etykietką w stylu „moja/mój” z drugiej jest jak wyćwiczona procedura – jak dłoń na ramieniu u żołnierzy jednostek specjalnych oznaczająca, że jestem za Tobą, „chronię tyły” ;) I to działa… cały czas.

Nie będę was do niczego zmuszał, ale podpowiem kila rzeczy, które – zależnie od waszego własnego systemu wartości, samokontroli a przede wszystkim granic, które lubicie lub nie przekraczać – pomogą może lekko się zmienić i być mniej sztywnym z jednej strony i bardziej wyrozumiałym dla innych z drugiej.

Zaczniemy od niewinnego:

Pocałunek „w uszko”, „w czoło” czy inne ramię

Coś co nie boli innych, nie przeszkadza i raczej nie powinno budzić zgorszenia nawet najbardziej świętobliwych osób. Kilka ciepłych słów do ucha, jak trzeba zakończonych pocałunkiem. Zwykłe przytulenie i i pocałunek w czoło lub policzek. Niby nic a uwierzcie mi, że nawet po latach po takim czymś Alicja nie może przestać się uśmiechać dobrych kilka minut.

Takie zachowanie raczej nikogo nie zszokuje, nikogo nie oburzy i możecie spokojnie oddać się takiej przyjemności, wszędzie, publicznie i bez obaw o mandat, czy gromy wysyłane oczami, od świętej mamy z sąsiedniego stolika.

Jak to zrobić, co powiedzieć – takie pytania dostajemy w waszych wiadomościach, więc odpowiadam. Możesz np powiedzieć jej/jemu „Apetycznie wyglądasz”, „Mam na Ciebie ochotę” itd. Możesz też np. powiedzieć „Chyba widziałem ufo”, albo „Raz, dwa, trzy próba mikrofonu”. A jak tego nigdy nie robiłeś… warto spróbować nawet ze zwykłym „kocham Cię”.

Nie byłbym sobą, gdybym nie skręcił przy tej okazji w boczną uliczkę, a chodzi dokładnie o pary z długim stażem, które czasami piszą do nas, że zazdroszczą nam tego jak dobrze się razem trzymamy. To wyżej to idealny codzienny „krem na zmarszczki” każdego dojrzałego, długoletniego związku. Należy stosować rano, wieczorem i najlepiej po każdym posiłku. Zaleca dr. Drwal.

Publiczny całus w usta

Skoro mamy już bazę, to czas przystąpić do poważniejszej kwestii jaką jest publiczne pokazanie bliskości i całus w usta. Tu już nie ma szeptania, robimy dzióbek, dzióbek do dzióbka i… stało się. Staliśmy się prawie przestępcami. Spokojnie, na to też nie ma paragrafu.

Dla mniej odważnych można zacząć od pocałunków w policzek, a gdy już nabierzemy w tym wprawy tuż przed pocałunkiem szepnąć do naszej połówki, która jeżeli się do nas odwróci trafi idealnie na nasz „dzióbek”. Wiem, że te instrukcje są dość zabawne albo nawet absurdalne… ale tak samo absurdalne jest oburzanie się na to, że ktoś pocałował swoją dziewczynę czy chłopaka publicznie na ulicy.

Długi pocałunek

Jeżeli mamy już opanowane dzióbki to czas je lekko otworzyć. Pozwalamy sobie na więcej, całujemy się tak jak lubimy, nie zwracając uwagi na innych.

A co do innych to mam dwie zabawne obserwacje. Po pierwsze taki trochę dłuższy pocałunek znacznie częściej oburza panie niż panów. Po drugie, sporo ludzi jednak nie zwraca na to za wielkiej uwagi… o ile się oczywiście nie przesadzi.

Jako weterani możemy wam podpowiedzieć, że gdy już was poniesie i ktoś jest zażenowany lub oburzony, można z tego wybrnąć uśmiechem i pomachaniem do gapiów, ukłonem – gdy gapiów jest więcej lub w przypadku komentarzy odcięciem się w stylu „jesteśmy ze sobą X lat a nadal nie możemy przestać”, lub wersję na Misia „Panowie pozwolą… moja żona – Zofia” ;)

Flamenco, czyli pocałunek z półobrotu

Ostatni stopień wtajemniczenia, czyli czarny pas pocałunków publicznych. Są takie momenty, gdy ani słowa ani gesty nie oddają tego co chcesz przekazać albo też sytuacja wymaga środków nadzwyczajnych. Od razu podpowiem, że ten typ pocałunku traci efekt i moc stosowany zbyt często, więc nie przesadzajcie i nie róbcie tego na siłę.

Jak się do tego zabrać? Najlepiej bez ostrzeżenia. Np gdy gdzieś idziecie, ona jest smutna lub czymś zmartwiona, a może potrzebuje poczuć, że jesteś obok. Stajesz trochę bliżej, chwytasz w pasie, łapiesz w ramiona, przyciskasz do siebie i całujesz. Patrzą? Niech patrzą… o to w tym chodzi. Całujesz swoją Panią, nie robisz tego dla innych tylko dla was.

Na koniec zaznaczę to jeszcze raz. Pocałunki publiczne są dla nas, nie dla gapiów. Pozwalają być ze sobą tak jak chcemy, ale też stanowią formę podręcznej apteczki na ewentualne smutki i smuteczki. Lepiej być niepokornym, ale szczęśliwym niż smutnym i nieszczęśliwym, tylko i aż tyle.

Wracając do historii, która nas zainspirowała do długich rozmów i powstania tego tekstu, mieliśmy możliwość porozmawiać sobie z państwem chwilkę, ponieważ Alicja koniecznie chciała mnie pocałować przy odbieraniu zamówienia – w swoim stylu, na przekór innym, co sprowokowało rozmowę, gdy już usiedliśmy przy stoliku, bo przy stoliku obok siedzili starsi bohaterowie tej historii. I tak od słowa do słowa pan postanowił udzielić nam kilku wskazówek na temat zachowania i publicznego okazywania miłości. Jego partnerka równie ochoczo włączyła się do rozmowy… Wysłuchaliśmy z zainteresowaniem ich zabawnych opowieści i rad. Oczywiście nie zdradziliśmy, że wiemy co nieco o tym co oznacza związek i nieprzejmowanie się publicznością.

Pozdrawiamy starszego pana i jego partnerkę, może to czytają, a jeżeli tak, to niech wiedzą, że tak właśnie chcielibyśmy się zestarzeć.

KomentarzeJeden komentarz

  1. Nie rozumiem malkontentów, którym nie podoba się publiczne przytulanie czy drobne pocałunki. To jest 100 x lepsze niż patrzenie na smutnych ludzi na przystankach.

Napisz komentarz