Żona czy kochanka – kto ma większe szanse?

30

W tekście Czy mężczyzna rozwiedzie się dla kochanki obiecaliśmy wam serię tekstów na temat trójkątów pozamałżeńskich i jak widać zamierzamy dotrzymać słowa. Tym razem zajmiemy się problemem wzajemnej niechęci żony i kochanki, bo nie ma co ukrywać – rzadko kiedy te panie darzą się ciepłym uczuciem.

Przygotowując się do napisania tego tekstu postanowiliśmy zajrzeć na popularne fora internetowe i zobaczyć co kobiety piszą na temat „tej drugiej”. Cóż, to był błąd. Jeśli zapragniecie zajrzeć w te części internetu to pamiętajcie, że potem trzeba będzie zrobić kąpiel oczu i zająć głowę na przykład dobrą książką. Internetowe fora nie są bowiem ani źródłem wiedzy, ani tym bardziej oazą ortografii. By nie narażać was na podobne wrażenia odnotowaliśmy jeden z postów, który dość dobrze oddaje temperaturę emocji forumowiczek, zobaczcie:

Co ciekawe, są nawet specjalne poradniki o tym co napisać do kochanki, aby zepsuć jej życie lub przynajmniej humor na dwa dni.

Rajstopy, pończochy do pasa i samonośne

I na tym polega problem numer jeden: na chęci wydrapania oczu zupełnie obcej osobie, która w zasadzie nie jest nam niczego winna.

Gdybym dostała maila, w której ktoś opisywałby życie erotyczne mojej koleżanki z pracy albo znajomej, z którą mam relację biznesową to nie miałabym dobrego zdania o tej „skrzywdzonej żonie”. Wysyłanie takich maili nie jest normalne i świadczy o dużych problemach psychicznych. Jeśli więc dowiedziałaś się, że Twój mąż ma kochankę i masz przemożną ochotę wysyłać takie maile lub pisać do niej dziwne smsy – odłóż telefon. Nie ośmieszaj się. Nie pokazuj, że jesteś rozchwiana. I nie zakładaj, że wszystkich nieznajomych ludzi wokół obchodzą Twoje problemy z wiernością męża.

Idźmy dalej. W odpowiedzi na zacytowany wyżej post jedna z kobiet napisała, że ona też „dopiekła” kochance, bombardując ją smsami typu: zniszczyłaś moim dzieciom dzieciństwo!!! albo: nigdy nie dostaniesz jego pieniędzy, zabiorę wam wszystko!!!. Przeczytałam to i myślę: o panie, no rzeczywiście ją dojechałaś. Przypuszczam, że wysyłając takie teksty kobieta zakłada: „będzie jej głupio i dopadną ją wyrzuty sumienia, więc mi go zostawi”. Tymczasem ta kochanka – o ile jest w miarę zrównoważona – pomyśli raczej: „a jednak mówił prawdę, serio babka jest szurnięta”.

Gdy najdzie Cię ochota na pisanie do swojej „rywalki” to zadaj sobie kilka pytań:
– po co właściwie chcesz do niej napisać? żeby się zemścić? żeby ją poznać? żeby się upewnić, że ona naprawdę istnieje? jaki masz w tym cel?
– czy ona jest Ci cokolwiek winna? czy to ona Ci ślubowała miłość i wierność? czy siłą zmusiła Twojego męża do seksu, a on mimo wielkiej chęci i niezłomności ducha nie był w stanie się oswobodzić? a może szantażowała go, że albo się z nią prześpi, albo pożałuje?
– czy jesteś pewna, że Twój święty mąż przypadkiem nie zwodził was obu, ją zapewniając o rychłym rozwodzie, a Ciebie, że wszystko jest w porządku? czy nie mówił jej, że to na nią czekał całe życie, a z Tobą jest tylko dla dzieci, bo od dawna nic was nie łączy?

I aby nie prowokować niepotrzebnych komentarzy: ja bardzo wierzę w solidarność kobiet. Ale wierzę też w zdrowy rozsądek i jasne trzymanie się własnych granic. W budowanie własnych zasobów, a nie oczekiwanie, że wszyscy wokół mnie mają brać odpowiedzialność za moje życie. W pracę nad związkiem zamiast przekonania, że cały świat ma mi pilnować męża.

Przejdźmy do problemu numer dwa:

Żona czy kochanka – kto ma szansę „wygrać”?

W wariancie, gdy obie kobiety chcą mieć faceta tylko dla siebie (a więc żona chce go odzyskać, a kochanka chce, by się dla niej rozwiódł) bardzo ważne jest to, by mieć właściwy osąd sytuacji. Niestety zazwyczaj obu stronom go brakuje.

Żonie wydaje się, że kochanka ją wyszydza i ma ogromną satysfakcję z „odbicia cudzego męża” i ogólnie postrzega ją jako tę ładniejszą, lepszą, młodszą i oczywiście głupszą (bo przecież co ona ma do zaoferowania poza seksem). Tymczasem kochanka zwykle tak wcale nie myśli. Często jest szczerze zazdrosne o żonę, o to, że to z nią mężczyzna spędza święta, o to, że to ona jest matką jego dzieci itd. Warto też sobie uzmysłowić, że kochanka zna żonę głównie z opowiadań męża, więc to, co ona wie lub myśli, w dużej mierze opiera się na opowiastkach typu „jak to żona go nie rozumie i śpi w drugim pokoju”.

Kochance z kolei często wydaje się, że jest tylko zabawką, narzędziem do podniesienia temperatury w małżeńskim związku, bo gdy on się już nasyci to pewnie i tak wróci do żony. I w ten sposób mamy impas. Dwie kobiety zaniżają swoją własną wartość i obsesyjnie myślą o tej drugiej, nie zdając sobie sprawy, że wyobraźnia podsuwa im zniekształcone obrazy. W takim starciu zazwyczaj „wygrywa” ta, która ma lepszą samoocenę i lepsze granice. I nie mamy tu na myśli wygranej w postaci tego męża, ale raczej poukładania życia w taki sposób, by zachować do siebie szacunek.

I na koniec małe pytanie, bo jesteśmy bardzo ciekawi waszych odpowiedzi:

Czy weszłabyś w relację z żonatym mężczyzną/ zamężną kobietą, gdyby ta osoba bardzo Ci się podobała? Dlaczego tak lub dlaczego nie?

Komentarze30 komentarzy

  1. Może kolejny artykuł niech nie jest określany mianem „mąż”, ” Żona” A partner i partnerka. Czy tylko w małżeństwie są kochanki? Bardzo podoba mi się ta seria artykułów może kolejnym tematem będzie to dlaczego mężczyźni zdradzają swoje partnerki bo to jest chyba kluczowe w tych tematach. Pozdrawaim i czekam na kolejne ciekawe tematy

    • Alicja

      Adamie, celowo posługuję się „mężem” i „żoną” akurat w tej serii, bo małżeństwo to jednak inny rodzaj relacji niż nieformalny związek partnerski. W przypadku poprzednich tekstów o zdradzie pisaliśmy o partnerach, tu chcemy skupić się na zdradzie małżeńskiej.
      I nie chodzi oczywiście o głębię uczuć itd, tylko o to, że w małżeństwie jest znacznie większa współzależność i trudniej taki związek zakończyć. Rozwód to jednak jest przeprawa.

      • Dodam jeszcze tylko, że artykuły o takich właśnie sytuacjach zrobiły się ostatnio bardzo popularne przynajmniej ja mam takie wrażenie. Zdrada partnerki czy żony to w dzisiejszych czasach nic strasznego, czasami w rozmowach w męskim gronie mam wrażenie że jak nie masz kogoś na boku to coś jest z tobą nie tak. Z niecierpliwością czekam na kolejne artykuły.

      • Od 7miu lat jestem w relacji z mężczyzną, który był żonaty, w tej chwili jest rozwiedziony i ma partnerkę.
        Nasza relacja nie jest stała przez te 7 lat mieliśy kilka przerw.
        Jego rozstanie z żoną akurat odbyło się w czasie kiedy ze sobą nie byliśmy.

        Sama jestem mężatką (od 9ciu lat) staram się bardzo panować nad swoimi emocjami, czasem przyłapuje się na tym że jestem zazdrosna że się porównuje do partnerek kochanka ale staram się tego nie okazywać.

        Nie weszłabym w taką relację ponownie, a już na pewno nie ze względu na to że ktoś mi się po prostu bardzo podoba.
        Nasz związek zaczął się w tak dziwny sposób że właściwie ciężko w to uwierzyć.
        Po fazie ekscytacji miałam zjazd byłam wykończona psychicznie, mieliśmy wzloty i upadki jak każdy. W między czasie chodziłam na terapię do seksuologa, później terapia alkoholowa.
        Teraz jest stabilnie relacja ewoluowała, co prawda rzadziej się spotykamy, też covid zrobił swoją robotę, ale dzięki temu jestem mniej zaangażowana i łatwiej mi nie zwariować.

        Bardzo się cieszę że mam takiego przyjaciela i że jest tak zajebisty w łóżku ale gdybym mogła cofnąć czas na pewno nie wysłałbym pewnego grudniowego popołudnia wiadomości do nieznajomego z GG mojego męża…

      • Bardzo podoba mi się,że w końcu ktoś otwarcie napisał jak to wygląda.Kochanki zwykle oceniane są w kategorii „tej złej,pozbawionej uczuć tępej ladacznicy, której hobby jest odbijanie mężów”Guzik prawda,większość sytuacji wyglada w życiu tak jak to opisałaś.Biedny żuczek małżonek,który zwykle manipuluje dwiema kobietami,żonę zapewniając o stabilizacji gwarantując jej spokojne snu, a przed kochanka odgrywanie roli biednego męża z żoną heterą u boku..Grzebiąc głębiej,to nie kochanka,nie żona a to facet ma największy problem sam ze sobą..I tak, ja tez uważam ze w starciu żona i kochanka „wygra” ta, która wyznaczy granice ale przede wszystkim będzie potrafiła zadbać o swój własny komfort zachowując klasę i szacunek do samej siebie.Bo czy jest coś ważniejszego od naszego własnego szczęścia?

        • W tej chwili jestem na pozycji zdradzonej żony. Mąż zdradził mnie z moją koleżanką. W momencie, kiedy się o tym dowiedziałam, bolało jak nie wiem. Ale teraz rozumiem co kierowało tamtą ;) z mężem zamierzam się rozwieźć, bo nie wyobrażam sobie wspólnego dalszego życia po zdradzie. Tamta 2 dla mnie nie istnieje. Nie odzywam się do niej. Nigdy w życiu nie weszłabym w relacje z zajętym facetem.

    • Alicjo, nie do końca się z tobą zgodzę ponieważ coraz wiecej jest związków nieformalnych sam w takim jestem i mam spore grono znajomych które z różnych względów nie formalizuja swoich związków a są ze sobą bardzo długo i mają dzieci. Nie widzę w tym wielkiej różnicy bo jaka jest różnica zostawić żonę z dwójka dzieci dla kochanki a, zostawić partnerkę „konkubinę” Dla kochanki? W związkach partnerskich też ludzie mają wspólne kredyty, dzieci, i plany. Uważam że małżeństwo to tylko zbędna formalność i przynajmniej nie będzie trzeba się rozwodzić.

    • Byłam kiedyś kochanką… Teraz jestem szczęśliwa żoną, ale zacznę od początku…

      Miałam męża który z roku na rok coraz bardziej stawał się nie do zniesienia, mimo że zawsze starałam się robić wszystko żebyśmy byli szczęśliwi, niestety żeby miało to jakiś skutek muszą chcieć tego 2 osoby. Bałam się odejść, przez niego czułam się nie warta niczego…
      W pracy poznałam obecnego męża ( wtedy on też był zonaty) to zmieniło moje życie diametralnie, dużo rozmawialiśmy, gdy opowiedziałam mu moją historię to nie mógł uwierzyć że jeszcze daje radę, to on spowodował że uwierzyłam w siebie. Między nami na początku nie było seksu. Ale w pewnym momencie jednak zostałam kochanką. Gdy już się wyprowadziłam od byłego już męża, on nadal żył z żoną i dziecmi. Nie było mi łatwo, ponieważ zakochałam się a nie chciałam rozbijać mu małżeństwa, mimo że on również nie był szczęśliwy. Nigdy go nie namawiałam do tego aby wybrał mnie ale z całego serca chciałam u boku takiego mężczyznę. Przyszedł czas że musiał wybrać albo ja albo ona, wiem że ciężko mu bylo z powodu dzieci i ja to rozumiałam. Wtedy i tak wiele dla mnie zrobil bo wydostałam się z chorego małżeństwa. Ostatecznie jesteśmy już razem 5 lat i jestem szczęśliwa jak nigdy. Każda sytuacja jest inna, nie można z góry patrzeć na ludzi którzy dopuścili się zdrady, sytuacja ta wiele mnie nauczyła , nie patrzę na to w ten sposób że kochanka jest zła, żona biedna a mąż który zdradza to dupek – oczywiście może tak być ale nie wkładajmy ludzi do jednego worka tylko poznajmy ich historię.

    • Parę lat temu stanowczo NIE (bo przecież jak tak można). A tu nagle pojawił się ktoś w moim życiu, opierałam się długo, aż zostałam kochanką z pełną świadomością. Wiedziałam na co się piszę, mieliśmy świetny seks, zostaliśmy przyjaciółmi. Bardzo pomógł mi w pewnych momentach mojego życia, ja jemu również. Temat rozwodu był tam poruszany i odkładany że względu na małe dziecko, ślub cywilny -bo tak trzeba. Zakończyłam tą relację, nie zniosłam wyrzutów sumienia, on nie odszedł z obowiązku. Słyszałam od znajomych, że są w trakcie rozwodu teraz. Oboje byliśmy chyba zbyt porządni, kto wie co by teraz z tego było. :)

    • Nie weszłabym w relację z żonatym mężczyzną, lub zajętym facetem (nie koniecznie zamężnym).
      Świadomość że facet jest zajęty, dyskwalifikuje go z miejsca.
      To nie jest kwestia uczuć, tylko kwestia rozsądku i szacunku dla siebie samej i dla tej drugiej. Jeśli ktoś mi się bardzo podoba, a jest zajęty to po prostu nie brnę dalej w tą znajomość i nie utrzymuję więcej kontaktu.
      To samo jest w odwrotnej sytuacji.
      Jestem zajęta, więc nie będę pogłębiać znajomości z osobą która mnie pociąga fizycznie. To jest kwestia świadomego wyboru. W końcu bycie z kimś w związku oznacza wybór i trzymanie się go do końca.
      Gdybym została oszukana i związała się z facetem a okazałoby się że mnie okłamał i jest zajęty… No to również automatycznie oznacza dla mnie koniec takiego związku.
      Przecież sam fakt że zajęty facet szuka przygód gdzie indziej i oszukuje, świadczy o nim samym. Z taka osobą nie warto się wiązać ze względu na szacunek do samej siebie.
      A jeśli docenia się siebie i nie ma się problemów psychicznych i zaniżonej skrajnie samooceny, to jest się w stanie poradzić z każdą sytuacja (poboli jakiś czas i przejdzie) a bycie samemu wcale nie jest wyrokiem końca świata, tylko czas dogadzania samej sobie ;)

      Żeby nie było nie jestem bez winy i że to tak łatwo sobie mówić jak się nie było w takiej sytuacji. Kiedyś też miałam przez chwilę chłopaka który był zajęty i o tym wiedziałam ale to były czasy gimnazjalne kiedy w głowie nic nie ma jeszcze poukładane. Nauczka co się stało później jak to wyszło na jaw jest na całe życie ;)

      Również miałam sytuację kiedy byłam już starsza, że wdałam się w znajomość internetową z facetem z forum, pisaliśmy maile o zainteresowaniach i ogólnie o różnej tematyce. Facet 42 lata, żona z dwójką dzieci. Ja wtedy miałam 23 lata.
      Myślałam sobie co może się stać? Przecież takie pisanie to nic takiego a on skoro ma dzieci i żonę to sytuacja bezpieczna, fajnie będzie mieć takiego przyjaciela.
      Wszystko było ok dopóki się nie spotkaliśmy, fajnie się rozmawiało poszliśmy na sushi i na odchodnym powiedzial: ucałowałbym cię na pożegnanie. Ja zareagowałam: no co ty nie żartuj takich rzeczy się nie robi.
      A potem okazało się że trzeba uciąć znajomość bo się „za bardzo wkręcił”.
      Jakiś czas później też próbował zagadywać jeszcze raz, na moje pytanie „dlaczego przecież nie powinieneś”
      Powiedział „bo chce zjeść ciastko i mieć ciastko”.
      No niestety…. To doświadczenie nauczyło mnie że nawet najbardziej niewinne intencje kończą się źle… A najgorsza jest świadomość problemów jakie mogły wyniknąć w ich małżeństwie przeze mnie.
      Także…. Na przestrzeni lat, doszłam i dojrzałam w końcu do tego przekonania co napisałam na początku.
      Nawiasem mówiąc mi też się bardzo podoba ta seria :)
      Czekam na więcej podobnych. :)

  2. Absolutnie nie weszłabym w taką relację, właśnie ze względu, że byłabym zabawką kiedy żona już się znudziła. Dla mnie zajęty to znaczy znika z puli do wzięcia i tyle, bez żadnego ale :D najpierw pozamykaj sprawy z żoną, potem się do mnie odezwij.

    PS Super że wróciliście 🥰

    • Mam podobne podejście. Chociaż rozumiem, że z wiekiem tych wolnych jest coraz mniej… Na dzień dzisiejszy sobie tego nie wyobrażam. Moim zdaniem najpierw trzeba umieć być samym po rozstaniu, żeby móc wejść w kolejny związek.

  3. Weszłam w relacje BDSM z żonatym facetem. Wiedziałam od samego początku, jesteśmy wobec siebie szczerzy. Na razie treści seksualnych jest mało, głównie na odległość, ale staliśmy się po prostu dobrymi przyjaciółmi. Wiem że jest z nią szczęśliwy, ja też jestem dla niego ważna. Ale ja jestem wolną dziewczyną, nie ma między nami takich wybitnie romantycznych uczuć. Czasami myślę o niej, może trooszke jej zazdroszcząc że trafiła na takiego faceta, ale wiem że i tak byśmy nigdy nie byli razem bo mamy do siebie za daleko. Ale szkoda mi jej, czasami boję się że ona się o tym dowie i że to rozwali jej życie :/

    • A ja weszłam w związek z żonatym mężczyzna. Zakochaliśmy się w sobie. Kilka razy próbowaliśmy się rozstać. Po 3 miesiącach intensywnej znajomości mój mężczyzna powiedział o nas żonie. Było trudno, ale daliśmy radę. Od 4 lat jesteśmy razem, od 2 lat małżeństwem. Szczęśliwym. Jestem go pewna w 100%. Nie byłam wówczas z siebie dumna, ale.. Daliśmy sobie szanse na prawdziwe szczęście.

  4. Byłam kochanką. Na początku naiwnie wierzyłam w jego słowa o miłości do mnie. Nawet odszedł od żony i zamieszkał ze mną, na 3 miesiące. Było cudownie, ale wymagałam zbyt wiele i stawiałam granice. Wrócił do żony, ją łatwiej mu sterować. Żal mi jej, tym bardziej, że nie byłam pierwszą z takim scenariuszem. Gdyby poprosiła chętnie zeznawałabym na jej korzyść przy rozwodzie, ale nie mam odwagi jej tego napisać. Facet jest wyjątkowo toksycznym manipulatorem.

  5. 100% zgody. Inne kobiety nie są strażniczkami wierności cudzych mężów 🤷🏼‍♀️. Co do mnie – tak, weszłabym pewnie w taką relację, bo generalnie nie mam poczucia, że związek powinien dążyć do ślubu i dzieci, więc nie czułabym niedosytu, że facet nie zoatawia dla mnie żony. Nie jest to jednak dla mnie preferowana relacja, bo dla kochanki ma się zawsze mało czasu, masę wymówek i to ona musi swoje plany dostosowywać do faceta. Nie pasuje mi ten aspekt układu, poznałam to na własnej skórze, wiele mnie to nauczyło (o moich potrzbach, ale też pokory i tego, żeby oczekiwać tylko tego, co mogę dostać, żeby uniknąć rozczarowania). Także, facet musi być naprawdę warto tego, żeby być jego kochanką. Musi być intelektualnie stymulujący, dobry w łóżku, zadbany i w pewnym sensie zaangażowany. Z jakimś tam zwykłym nudziarzem zdecydowanie nie warto.

  6. Nie weszłabym w taką relację. Szanuję siebie przede wszystkim i nie chciałabym być kimś tylko na boku. Także uważam, że jak facetowi źle z żoną, że szuka innej, to powinien najpierw sie rozwieźć. Poza tym nie mam zbytnio szacunku do kobiet, które wiedzą, że ktoś jest w związku a mimo to się wpier***ają.;)

  7. Jestem kochanką. Nie przeszkadza mi to zupełnie, nie oczkuje i nigdy nie oczekiwałam na rozwód tych dwojga. Od początku chodziło tylko o dobry seks, gdzieś w międzyczasie stakiśmy się bardzo dobrymi przyjaciółmi. Wiemy co od siebie oczekujemy i to pozwala nam kontynuować relacje bez zazdrości. Jedyne co jest dobre to to, że nigdy nie narzekał i nie opowiadał głupot o żonie, jedyne czego mu brakuje to seks, a reszta sfer jest dobra. Zdarza się i tak.
    P.S. cieszą mnie wasze wpisy

    • Mam podobnie. On ma żonę, ja mam męża. Ustaliliśmy czego oczekujemy względem siebie i tego się trzymamy. Nie mamy zamiaru rozbijać swoich małżeństw. Po drodze staliśmy się dobrymi przyjaciółmi i możemy na siebie liczyć. Prawda jest natomiast taka, że do takiej relacji nie każdy się nadaje i nie z każdą osobą można ją tworzyć.

  8. Tekst o mnie :( ileż to ja idiotycznych rzeczy robiłam, gdy mąż mnie zdradził, to nawet nie zliczę. Jemu robiłam awantury na osiedlu, w pracy, wyzywałam od dziwk*rzy, do niej dzwoniłam, pisałam… raz nawet wyslałam jej pocztą zdjecia naszych dzieci. Jak sobie teraz o tym pomyślę to mi tak wstyd, choć minęły dwa lata. Najgorsze jest to, że on już od dawna chciał odejść, ja go zmuszałam, trzymałam, zaszłam „na złość” w ciążę, chociaż on nie chciał dziecka… a skończyło się i tak. Dojrzewam do terapii, ale nie wiem czy to dobry pomysł, boję się tego, co usłyszę, że do końca życia będę mieć wyrzuty sumienia, że tak się wtedy zbłaźniłam.

    • Alicja

      Haniu, jeśli czujesz, że potrzebujesz terapii albo konsultacji, to spróbuj – to dobry pomysł, gdy już się w miarę stoi na nogach. Dobry terapeuta pozwoli Ci zrozumieć co poszło nie tak w tamtej relacji i jak zbudować siebie, by każda nowa relacja była przyjemnością.
      I nie rób sobie wyrzutów, już wystarczy. Przeżyłaś swoje, przeżuj to i wypluj – i idź dalej. Tamte błędy masz już za sobą, pora przestać rozpamiętywać i popełniać nowe! :)

  9. Nigdy bym nie weszła w taką relacje. Nie ufam ludziom którzy oszukują swoich bliskich i prowadzą podwójne życie. I nie interesują mnie powody dla których to robią – dla mnie to proste – związek nie spełnia moich oczekiwań, to albo pracuję nad jego deficytami albo go kończę i wówczas zaczynam coś nowego. Każdy kto twierdzi inaczej ma niestety spaczoną moralność. A tym kobietom, które piszà tu powyżej, że weszłyby w taką relacje życzę obok dokładnie takich samych chętnych kobiet wokół gdy już zostaną żonami swoich kochanków😜

    • Nigdy nie mów nigdy…. Ja też tak mówiłam. Też myślałam w taki sam sposób jak Ty. Dopóty, dopóki nie poznałam JEGO. Uwierz, czasem życie tak potrafi się potoczyć, a sytuacje w życiu tak zakręcić człowiekiem, że mawet gdy myślisz że nie jesteś w stanie czegoś zrobić, okoliczności sprawiają, że to robisz.

      • Dobrze napisane Izo
        Nigdy nie mów nigdy… tak łatwo jest oceniać innych. Też kiedyś tak zero-jedynkowo oceniałem związki. Mając swoje 48 lat wiem, że to wszystko jest bardziej skomplikowane. Byłem zdradzany, zdradzałem. Byłem z kochankami, które miały swoich mężów i dzieci. Bardzo często stawały się moimi przyjaciółkami, póki wichry czasu i życia nas nie porozdzielały. Z ich opowiadań i zwierzeń a także własnych refleksji i doświadczeń wiem, że powody i przyczyny wiązania się z innymi partnerami, pozostając w dotychczasowych związkach – są bardzo złożone. W pewnym sensie trochę zazdroszczę niektórym ludziom tej umiejętności spostrzegania świata tylko w czarno-białych kolorach.
        Pani „K” uważa, że to „spaczona moralność”. Od prawie 20 lat dziękuję pewnej kobiecie ( mężatka), która w bardzo trudnym momencie stała się moją kochanką. Bo uratowała moje życie. Związku, w którym beznadziejnie tkwiłem nikt już nie był w stanie uratować. To jednak jej miłość i namiętność pozwoliła mi uwierzyć w siebie i wyjść z depresji. Pozwoliła mi zrozumieć, że jeszcze wszystko przede mną. Do dziś, od czasu do czasu dziękuję opatrzności za to, że nasze drogi życia się skrzyżowały.

  10. Tak – dwa razy – weszłam w taką relację. Raz – będąc w drugim związku i między czasie biorąc ślub z osobą, której nie kochałam (i prawdopodobnie ona mnie też). Drugi raz – obydwoje byliśmy w związku i obydwoje dosyć sprawnie rozwiedliśmy się. Jesteśmy ze sobą do tej pory i jest dobrze.
    Ale – za pierwszym razem to było szaleństwo. On 13 lat ode mnie starszy, z poczuciem humoru, dystansem do życia, głosem, który uwielbiałam, dotykiem, za którym tęskniłam… Był chorobliwie zazdrosny i wmawiał mi, żebym wzięła ślub po to, żebyśmy byli obydwoje rozwodnikami (SIC!!! – ja naiwna!). Bujaliśmy się 6 lat – moje małżeństwo od początku istniało tylko na papierze, jego rzekomo też, ale nie chciał się rozwieźć ze względu na dziecko… Aż któregoś dnia po kolejnej pełnej pretensji kłótni (dlaczego zdjęcie z żoną / znowu nie przyjechałeś / gdzie byłaś / dlaczego nie odebrałaś telefonu itp.), przestał się odzywać zupełnie. Zapytacie dlaczego? – Ano dlatego, że jego żona zaszła w ciążę od seksu, którego mieli nie uprawiać, spać w oddzielnych łóżkach, pokojach itp. Długo nie mogłam „wytrzeźwieć” po tej relacji, zdaje się, że przypłaciłam ją niechęcią wstawania z łóżka i małą depresją… Uratowała mnie praca – nikt inny (bo i też nikt inny nie jest w stanie cię uratować; mój były mąż do tej pory nie ma o tym bladego pojęcia), jak tylko natłok obowiązków i milion rzeczy do zrobienia, żeby tylko nie myśleć. Czekałam bardzo długo na niego. Myślałam, że wróci. Czekałam każdego dnia nie myśląc trzeźwo i nie kalkulując „na chłodno”, co się mogło wydarzyć. Dopiero prawie po dwóch latach dowiedziałam się, że on ma kolejne dziecko. Wtedy wszystkie kropki zaczęły mi się łączyć w całość, ale to było wówczas, kiedy emocje zostały już wyłączone… Kiedy dowiedział się, że się jednak rozwiodłam (zgodnie z zapowiedzią) – zaczął wydzwaniać i pisać częściej (żebyśmy może zostali „przyjaciółmi” – choć już ja wiem, jak się kończą takie „przyjaźnie”). Z tej historii (jak pewnie też z wielu innych) można by napisać książkę i nie byłby to tylko erotyk… 😉
    Czy żałuję? – Nigdy w życiu! Mam z nim najpiękniejsze i najlepsze wspomnienia życia. Kochałam go szczerze i wiem, że nigdy nikogo kochać już tak szaleńczo nie będę. Czy weszłabym w to lub w coś innego raz jeszcze? – Tak! Kto nie ryzykuje – ten nie pije szampana! A ja się niem upijałam (wiem – potem był długi kac). Nikt jednak nikogo do niczego nie zmusza – ani faceci kobiet, ani odwrotnie. Każdy ma wolną wolę – niezależnie od tego, czy jest żonaty czy ma męża, partnera… I zgadzam się z tekstem Alicji – jeśli jego żona wypisuje smsy, maile do znajomych „kochanki”, współpracowników – to rzeczywiście musi mieć nie po kolei w głowie…

  11. Nie ukrywajmy że kochanka to tylko ta „wygodna opcja”, dojrzały facet nie bawi się uczuciami drugiej kobiety, niby ważna jest a tylko o jedno chodzi. Osobiście znam taką relację. Ma żonę, a z kochanką spotyka się bo go sponsoruję. Sam od siebie nic.

  12. Jestem kochanka od dwóch lat . Mężczyzna, z którym tworze taka relacje nigdy nie mówił źle o swojej żonie . Mamy świetna relacje i jesteśmy ze sobą bardzo szczerzy . Wiem na co się zdecydowałam i jakie mogą być konsekwencje naszej relacji a pomimo tego oboje nadal bardzo chcemy się spotkać . Nie czuje się wykorzystywana, zaniedbywana. Jestem szczęśliwa kochanka, jestem szczęśliwsza kochanka niż byłam kiedyś żona. I dla mnie liczy się to, ze czuje się SZCZĘŚLIWA, spełniona, Pan G daje mi poczucie bezpieczeństwa, którego nie dał mi nikt . To jest mój wybór i moje życie 🙂
    Pozdrawiam i czekam na fale krytyki

  13. Wiesz Alu, ja też zawsze pukałam się w głowę, gdy czytałam o tym jak mąż czy żona po przyłapaniu swojej drugiej połowy na zdradzie cała złość ” wylewa” na kochanka/ę. I nie mogłam tego zrozumieć, bo przecież to nie ta druga kobieta ślubowała mi miłość, wierność i uczciwość…. Ale kiedy sama znalazłam się na pozycji zdradzonej żony, to chociaż całe moje postrzeganie męża, małżeństwa, samej siebie.. zmieniło się o 180 stopni, to jednak… puls mi przyspiesza za każdym razem, kiedy mijam jej samochód i nie potrafię myśleć o niej inaczej niż z pogardą w tych (wcale nie tak rzadkich- nawet po 3 latach) chwilach, kiedy o niej myślę. Dlaczego? Przecież to nie ona mnie zdradziła. Przecież to nie ona mnie oszukiwała i okłamywała. Przecież to nie ona tak okropnie mnie zraniła.

Napisz komentarz